Biły się w LM dzielnie, ale bez łutu szczęścia ani rusz

Krótka piłka. Felieton Wiesława Pawłata
Piłkarki ręczne MKS Selgros odpadły z rozgrywek elitarnej Ligi Mistrzów. Lublinianki nie przebrnęły pierwszej fazy grupowej. Przed rokiem było podobnie. Jednak rywalizacja na europejskich parkietach w ubiegłym sezonie i teraz to jakby dwa różne światy. Jesienią minionego roku mistrzynie Polski służyły za mięso armatnie i były tylko dostarczycielem punktów. Nie ugrały nic. Teraz po losowaniu odczucia były podobne, bo konia z rzędem temu, kto przewidział, że zespół trener Sabiny Włodek będzie się bił tak dzielnie, a wszystko rozstrzygnie się dopiero w ostatniej serii spotkań. A przecież rywalki były nie byle jakie, bo naszym zawodniczkom przyszło potykać się z takimi zespołami, jak norweski Larvik, Metz z Francji i Baia Mare z Rumunii. Do awansu lubliniankom zabrakło zaledwie jednego punktu. Zastanawiam się, dlaczego będąc tak blisko, nie udało się przejść dalej. Czego zabrakło? Myślę, że po trosze wszystkiego, a przede wszystkim cwaniactwa i łutu szczęścia, bez którego w sporcie ani rusz. O wszystkim zadecydował nieszczęsny remis we Francji, gdzie zwycięstwo wymknęło się naszym piłkarkom z rąk dosłownie w ostatniej sekundzie spotkania. Gdyby tam wygrały, to dziś one, a nie Francuzki, cieszyłyby się z awansu. To jednak jeszcze nie koniec przygody z grą na międzynarodowej arenie. Teraz MKS Selgros zagra w Pucharze Zdobywców Pucharów. Tam trafił też na wymagającego rywala - duński Randres HK, ale mam nadzieję, że bogatszy o doświadczenia z Champions League z tym przeciwnikiem sobie poradzi.

DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU