Przemysław Kaźmierczak: "Pokój zamienił się w salę rehabilitacyjną"

PRZEGLĄD PRASY. Przemysław Kaźmierczak zmagający się z poważną kontuzją nie załamuje rąk i liczy, że w marcu przyszłego roku wróci do treningów z kolegami z Górnika Łęczna. Obecnie były gracz FC Porto i Śląska Wrocław przechodzi żmudną rehabilitację. Opowiedział o niej w rozmowie z "Przeglądem Sportowym".
Były gracz Śląska Wrocław, a niegdyś wielkiego FC Porto, był ostatnim zawodnikiem, jaki w okresie letniego okienka transferowego wzmocnił beniaminka z Łęcznej. Jego przyjście do Górnika od razu określono jako hit. Kaźmierczak w swoim CV mógł się bowiem pochwalić mistrzostwem Polski z 2012 roku, a także Portugalii z 2008.

Jurij Szatałow już w pierwszym meczu ligowym wystawił doświadczonego pomocnika w pierwszym składzie na mecz z Wisłą Kraków. Kaźmierczak zagrał bardzo przyzwoicie i wydawało się, że z czasem stanie się kluczowym graczem zielono-czarnych. Niestety jego zamiary pokrzyżował uraz.

Kontuzja przyszła dla pomocnika w najgorszym momencie, bo w trakcie przygotowań do meczu 10. kolejki ekstraklasy, gdzie Górnik miał się zmierzyć ze Śląskiem. - Musiałem poddać się artroskopii kolana. - Przeprowadzono ją u mnie 27 października. Przez najbliższe dwa miesiące będę musiał poruszać się o kulach - mówił niedawno w rozmowie z "Wyborczą" 32-letni piłkarz. - Wiadomo, że przychodząc do Górnika chciałem pomóc zespołowi w walce o punkty w ekstraklasie. Niestety, udało mi się zagrać tylko w ośmiu spotkaniach. Dla każdego sportowca czas po odniesieniu kontuzji to bardzo trudny okres i dopiero podczas rehabilitacji okaże się, kiedy będę mógł przystąpić do zajęć z zespołem - dodał piłkarz.

Doba mija niepostrzeżenie

Obecna sytuacja dla Kaźmierczaka jest chyba najtrudniejszą podczas całej dotychczasowej kariery. - Przed zabiegiem chodziły mi po głowie różne myśli. Lekarze patrzą na takie urazy z perspektywy życiowej, a nie sportowej. Wiadomo jednak, że ich sugestie, by dla zdrowia dać sobie z piłką spokój, sportowcy traktują inaczej - mówi w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" i dodaje: - Ja chcę jeszcze pograć w piłkę, utrzymywać solidny poziom. Myślę, że jestem na tyle silny, by to osiągnąć. Nie ma co się nad sobą użalać. Poza tym żona i mała córeczka pomagają mi, jak mogą.

Doświadczony pomocnik toczy więc heroiczny bój o powrót do treningów i gry w ekstraklasie. - Do końca roku będę chodził o kulach. W zasadzie nie tyle chodził, ile się przemieszczał. Mój pokój zamienił się w salę rehabilitacyjną. Wjechały szyny i różne przyrządy do ćwiczeń: piłki, gumy. Przez trzy tygodnie na podwórku byłem dwa razy. W obu przypadkach podczas wizyty u doktora. Następne przewietrzenie, czytaj wyprawę do lekarza, mam za miesiąc - opowiada.

To, jak szybko piłkarz wróci do treningów z zespołem, zależy od efektów w jego rehabilitacji. Najbardziej optymistyczne prognozy przewidują, że może to nastąpić w styczniu, a pesymistyczne, że być może Kaźmierczak kopnie piłkę dopiero w marcu.

Cały artykuł można przeczytać na przegladsportowy.pl

DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU