Sport.pl

Gęga przed decydującym meczem LM: "Musimy zachować zimną głowę"

Piłkarki MKS Selgros powoli kończą jesienny maraton, podczas którego lubelskim zawodniczkom przyszło grać na dwóch frontach - w PGNiG Superlidze i elitarnej Lidze Mistrzów. Na razie idzie lepiej, niż się spodziewano, i przed zespołem, w którym istotną rolę odgrywa Marta Gęga, rysuje się szansa na awans do dalszej fazy rozgrywek Champions League.
* Rozmowa z Martą Gęgą

Bartosz Surman: W ostatnim czasie wasz zespół gra mecze niemal co trzy dni. Odczuwacie trudy jesiennego maratonu?

- Oczywiście, że tak. Momentami nawet trudno skupić się na wypowiedziach (ze śmiechem). W środę w nocy wróciłyśmy z meczu w Piotrkowie Trybunalskim i daje się to nam we znaki. Spotkanie z Piotrcovią pokazało, że mamy w składzie bardzo dobre zmienniczki, które potrafią wziąć na siebie odpowiedzialność. Uważam, że to zaowocuje w kolejnych konfrontacjach, bo przed nami jeszcze bardzo dużo meczów w PGNiG Superlidze. Nie mam na myśli pierwszej rundy, bo ta w zasadzie już dobiega końca. Myślę natomiast o spotkaniach rewanżowych i rozgrywkach Ligi Mistrzów.

Przymierzając się do podsumowania pierwszej rundy w polskiej ekstraklasie, można powiedzieć, że MKS Selgros przeszedł przez nią jak burza. Poza jednym potknięciem w Szczecinie, gdzie zmęczone po batalii w LM, zremisowałyście z Pogonią.

- Ciężko nam było dobrze wejść w tamto spotkanie, ponieważ byłyśmy w nieco innym cyklu treningowym. Miałyśmy moim zdaniem cięższe zajęcia niż inne zespoły i dlatego było nam trudniej. Dodatkowo, tak jak pan powiedział, wróciłyśmy z meczu w Lidze Mistrzyń i odbyłyśmy długą i męczącą podróż do Szczecina. Ale wydaje mi się, że to też zaowocuje. Jeszcze po niejednych wojażach czekają nas trudne spotkania, jak choćby na zbliżających się Mistrzostwach Europy [odbędą się w grudniu na Węgrzech i w Chorwacji, a piłkarka MKS Selgros znajduje się obecnie w szerokiej kadrze na ten turniej - przyp. red.]. Wyciągnęłyśmy jednak z tej potyczki wnioski i przyznam, że tamten remis nas absolutnie nie usatysfakcjonował, bo mogłyśmy go spokojnie wygrać, ale zabrakło nam zimnej głowy.

Do myślenia musiał wam dać też mecz z Metz Hanball. Trzy bramki przewagi, minuta do końca i tylko remis. Przed spotkaniem taki wynik można by brać w ciemno, ale już po nim satysfakcji chyba nie było?

- To dobitnie pokazuje, że Liga Mistrzów rządzi się własnymi prawami. Kto by się spodziewał, że Metz nas dogoni i jeszcze doprowadzi do remisu? Tak jak powiedziała trener Monika Marzec, zabrakło nam doświadczenia i spokoju. W samej końcówce, w 57. minucie dostałam troszkę głupio dwie minuty kary i osłabiłam zespół. Te trzy bramki okazały się zbyt małą zaliczką i mecz zakończył się remisem. Dlatego teraz w starciu z Baia Mare musimy trzymać nerwy na wodzy i podejść do niego z zimną krwią. Wtedy, miejmy nadzieję, wygramy.

Po meczu z Metz sprzyjał wam kalendarz, bo zagrałyście z Piotrcovią, czyli rywalem mniej wymagającym, i miałyście świadomość, że to taka rozgrzewka przed niedzielnym starciem?

- Przeciwnik co prawda był nisko w tabeli, ale przypomnę, że Vistalowi Gdynia piotrkowianki długo stawiały opór. My nigdy, czy to jadąc do Piotrkowa, czy np. Olkusza, nie nastawiamy się na wygraną z góry. Bo jeśli tak sportowiec podchodzi do meczu, to od razu go przegrywa. Do każdego spotkania podchodzimy na poważnie ze stuprocentową koncentracją. Natomiast cieszy mnie to, że Sabina Włodek dała pograć zawodniczkom z "drugiego składu". Mówię w cudzysłowie, bo przecież na parkiet nie może wybiec 14 piłkarek naraz. Ale my traktujemy się na równi i jestem bardzo zadowolona, że ten "drugi skład" pociągnął grę.

W niedzielę czeka was kolejny kluczowy mecz. W przypadku wygranej najprawdopodobniej wyjdziecie z grupy. Co zrobić, aby pokonać HCM Baia Mare?

- Ogromnym plusem jest fakt, że gramy u siebie. Wiemy, na co nas stać, a na co stać rywalki. Znamy zarówno plusy, jak i minusy Rumunek i wiemy, na co musimy postawić, a z czego zrezygnować. Nie będę mówić dokładnie, bo te detale będziemy jeszcze dopieszczać bezpośrednio przed meczem. Kluczem będzie koncentracja i konsekwencja. Musimy dobrze kończyć akcję rzutami i wylać przed meczem kubeł zimnej wody na nasze głowy - to będzie sposób na wygranie tego spotkania.

* Marta Gęga jest zawodniczką MKS Selgros Lublin



DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU