Legendarny siatkarz czuje się... zatruty srebrem

Krótka piłka. Felieton Wiesława Pawłata
W tej chwili w naszym kraju kibice pasjonują się mistrzostwami świata w siatkówce, których Polska jest gospodarzem, a nasza reprezentacja ma olbrzymie apetyty na wywalczenie medalu. Jest to zresztą znakomita okazja do powtórzenia osiągnięcia sprzed czterdziestu lat, kiedy to w Meksyku biało-czerwoni sięgnęli po złoto. Tam zaczęła się wielka kariera trenerska Huberta Wagnera i wielu zawodników z lublinianinem Tomaszem Wójtowiczem na czele, który potem trafił do elitarnego grona ośmiu najlepszych siatkarzy XX wieku. Ten genialny gracz wygrał praktycznie wszystko, co było do wygrania w siatkówce klubowej i reprezentacyjnej. Z jednym wyjątkiem - mianowicie nigdy nie zdołał wywalczyć tytułu mistrza Europy. Kiedyś powiedział mi, że w tej kwestii czuje się... zatruty srebrem. Frustracja wielkiego mistrza wynikała z tego, że w swojej karierze zdobył aż pięć tytułów wicemistrzowskich, cztery w seniorach i jeden w juniorach, ale na sam szczyt wdrapać mu się nie udało. To też w pewnym sensie świadczyło o sile europejskiej siatkówki, bo poniekąd łatwiej było zdobyć mistrzostwo świata czy złoto na igrzyskach olimpijskich - co zresztą w Montrealu Polacy z Wójtowiczem na czele uczynili - niż być najlepszym na Startym Kontynencie. Teraz to się zmieniło, bo do najmocniejszych dołączyli między innymi Amerykanie i Brazylijczycy. Jednak w końcu następcom Tomka ta sztuka się powiodła i przed pięcioma laty zdobyli mistrzostwo Europy.

Teraz Wójtowicz jest komentatorem telewizyjnym i z racji tego nadal przebywa w ogniu siatkarskich wydarzeń. Oczywiście musi do tego, co dzieje się na parkiecie, zachować odpowiedni dystans, ale nie znaczy to wcale, że występy Polaków nie wzbudzają w nim olbrzymich emocji, choć sam na parkiecie był zawsze bardzo opanowany, i niedawno stwierdził, że nic nie sprawiłoby mu większej frajdy niż wysłuchanie w katowickim Spodku Mazurka Dąbrowskiego.



DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU