Pieniądze są ważne, ale na szczęście nie grają

Krótka piłka. Felieton Wiesława Pawłata
Bez kasy w sporcie ani rusz, a już w piłce nożnej w szczególności. Po siedmioletniej przerwie do futbolowej elity wrócił Górnik Łęczna. Przed rozpoczęciem rozgrywek zespół z al. Jana Pawła II plasowany jest na przedostatniej pozycji. Mam tu na myśli budżet. Łęcznianie mają dysponować kwotą ok. 11 mln zł. Mniej ma tylko Podbeskidzie Bielsko-Biała. Czy to jest powód do frustracji? Uważam, że nie, bo z pewnością pieniądze mogą pomóc w osiągnięciu dobrego rezultatu, ale na szczęście nie grają. Skutecznie udowodnili to piłkarze stołecznej Legii, którzy w pierwszym meczu II rundy eliminacji Ligi Mistrzów zaledwie zremisowali u siebie z irlandzkim Saint Patrick's Athletic 1:1, a punkt uratowali już w doliczonym czasie gry. Legioniści mają do dyspozycji 100 mln zł na sezon, a amatorzy z Dublina, w szeregach których występują studenci, murarze czy informatycy, ponad cztery razy mniej. A przecież przed rewanżem to Irlandczycy są w lepszej sytuacji. Wracając na krajowe podwórko, podobnie było w ubiegłym sezonie z Zagłębiem Lubin. Miedziowi dysponowali trzecim budżetem w ekstraklasie i... z hukiem spadli do I ligi. Ostatnie pod tym względem Podbeskidzie gra wśród najlepszych dalej. Dowodzi to wyraźnie, że ogromny wpływ na wynik ma także organizacja klubu, osobowość trenera, ambicja zawodników, atmosfera w zespole, wsparcie kibiców i łut szczęścia, bez którego w sporcie nie ma czego szukać. Jestem przekonany, że jeśli tego wszystkiego Górnikowi nie zabraknie, to nawet skromne finanse nie przeszkodzą mu w zachowaniu ligowego bytu.

DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU