Został trenerem dziewczyn z przymusu. I tak już zostało

Jest fanatykiem siatkówki. Jego wychowanki grają w reprezentacji Polski na parkiecie i piasku. Zorganizował już 20 Festiwali Siatkówki i Minisiatkówki. Podczas ostatniego trener Jacek Rutkowski obchodził 35-lecie pracy szkoleniowej.
Rozmowa z Jackiem Rutkowskim*

Wiesław Pawłat: Skąd się wzięła ta siatkarska pasja?

Jacek Rutkowski: Można powiedzieć, że zostałem "skazany" na siatkówkę. Pochodzę ze Świnoujścia, a tam oprócz piłki nożnej, za którą nie przepadałem, była tylko siatkówka, więc zacząłem grać we Flocie. Potem rozpocząłem studia na Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie i występowałem w stołecznym AZS AWF.

Jak trafiłeś do Lublina?

- Przyjechałem tu za... żoną. Była lublinianką. W 1978 roku wzięliśmy ślub, a rok później przybyłem na stałe do Lublina i rozpocząłem pracę trenerską w AZS. W barwach tego klubu zaliczyłem jeszcze epizod jako zawodnik. Co ciekawe, potem musiałem stamtąd odejść, bo... zostałem trenerem I klasy i działacze oświadczyli, że nie stać ich na takiego fachowca.

Prowadzisz tylko żeńskie zespoły - dlaczego?

- Szczerze mówiąc, na początku nie wyobrażałem sobie pracy z dziewczynami. Byłem chyba zbyt nieśmiały. Zostałem jednak niejako zmuszony do szkolenia kobiet, bo po prostu w zespołach męskich nie było dla mnie etatu. I tak już zostało, a dodatkową motywację do tej pracy sprawiło pojawienie się na świecie mojej córki Kasi.

Siatkówka mężczyzn w naszym regionie stała na wysokim poziomie, mieliśmy nawet mistrzów olimpijskich Tomasza Wójtowicza i Lecha Łaskę, a reprezentację Polski prowadził lublinianin Jerzy Welcz. Panie takich osiągnięć nie miały - z czego to wynika?

- To prawda, ale trzeba przypomnieć, że płeć piękna też miała swoje przewagi, szczególnie w kategorii juniorek, gdzie MKS Stavet zdobywał złoto na mistrzostwach Polski. Z Lubelszczyzny wyszło w świat wiele świetnych zawodniczek, takich jak m.in. medalistka olimpijska Elżbieta Porzec-Nowak, wielokrotna reprezentantka Polski Małgorzata Denisow - dziś Januszkiewicz, a także aktualnie grające kadrowiczki Iza Żebrowska-Kowalińska czy specjalizująca się w siatkówce plażowej, zaliczana do ścisłej czołówki światowej Kinga Kołosińska. Niestety, oprócz tej ostatniej pozostałe osiągały sukcesy już w barwach klubów z innych województw. Wszystko rozbijało się o kasę, której u nas zawsze brakowało, i możniejsze zespoły przechwytywały nasze najzdolniejsze dziewczyny. Kilka pojechało do Szkół Mistrzostwa Sportowego i już stamtąd do Lublina nie wróciło, bo trafiły do klubów ekstraklasy tak jak: Kinga Zielińska, Sylwia Chmiel czy Dominika Nowakowska.

Nie da się znaleźć sposobu, aby te najlepsze u nas zatrzymać i zbudować silny zespół?

- Wierzę, że się wreszcie tego doczekamy i dla nas też zapali się zielone światło tak, jak dla koszykówki i także dołączymy do elity. Mamy teraz w kadrze narodowej kilka dziewcząt - myślę tu o Oli Lipskiej, Natalii Wyroślak, Michalinach Roli i Zalewskiej. Ściśle współpracujemy z UKS Świdnik, który prowadzi Renata Łapa. Wystawiamy wspólne reprezentacje, a efektem tego było wicemistrzostwo Polski kadetek zdobyte w 2012 roku. Dziewczyny te teraz podejmują studia na UMCS, co stwarza im nie tylko możliwość rozwoju intelektualnego, ale także sportowego awansu.

Z perspektywy czasu - jakie osiągnięcia w karierze uważasz za największe?

- Wydaje mi się, że jako trener jestem spełniony, bo od podstaw wychowałem wiele zawodniczek, które później trafiły do reprezentacji Polski. Szczerze mówiąc, najprzyjemniej pracuje mi się z juniorkami młodszymi. Za spory sukces uważam także to, że wraz z prezesem Wojewódzkiego Związku Piłki Siatkowej Krzysztofem Iwańczukiem doprowadziłem do powstania na Lubelszczyźnie ośmiu Siatkarskich Ośrodków Szkolnych - sześciu gimnazjalnych i dwóch licealnych dziewcząt i chłopców, w których ćwiczy najzdolniejsza młodzież z całego województwa. Dużą satysfakcję sprawia mi kontakt ze studentkami i studentami, bo pracuję na UMCS. Wywalczyliśmy m.in. srebro w Akademickich Mistrzostwach Polski Kobiet w siatkówce plażowej i złoto wśród uniwersytetów, także na piachu. No i to, że udało mi się zorganizować 20 siatkarskich festiwali, przez które przewinęło się kilka tysięcy najmłodszych adeptów siatkówki. Bardzo też sobie cenię nagrody rektora, a także tę przyznaną przez prezydenta Lublina dla najlepszego trenera w 2012 roku.

Siatkówką zaraziłeś też swoją córkę Katarzynę...

- Nie da się ukryć. Kasia trafiła nawet do reprezentacji Polski juniorek. Niestety, kontuzja sprawiła, że musiała zrezygnować z wyczynowego uprawiana sportu, ale od niego nie odeszła. Skończyła psychologię i pracuje jako adiunkt w Akademii Wychowania Fizycznego w Białej Podlaskiej, a także pomaga mi w szkoleniu.

Jubileusz już za tobą. Jakie masz plany na przyszłość?

- Myślę, że jeśli nasze dziewczęta postanowiły już w Lublinie zostać, to możemy się pokusić o dobre występy w II lidze z widokiem na awans.

* Jacek Rutkowski, trener klasy mistrzowskiej, wykładowca akademicki UMCS, szkoleniowiec AZS Lublin, TPS Lublin, wiceprezes WZPS, prezes lubelskiego Towarzystwa Piłki Siatkowej, wiceprezes ds. szkoleniowych WZPS, koordynator Siatkarskich Ośrodków Szkolnych, wieloletni członek Rady Sportu przy prezydencie Lublina.