Niezniszczalna Karolina! Tyle tytułów i ciągle jej mało

Krótka piłka. Felieton Wiesława Pawłata
Niewielu jest sportowców, o których można powiedzieć, że czas się ich nie ima. Do tych nielicznych wyjątków spokojnie można zaliczyć Karolinę Michalczuk. Niedawno pięściarka lubelskiego Paco wywalczyła swój 13. - i z pewnością niepechowy - tytuł mistrzyni Polski. Jest to wydarzenie bez precedensu w historii polskiego, a myślę, że i światowego boksu. Wychowanka trenera Władysława Maciejewskiego praktycznie z każdych mistrzostw kraju wracała ze złotem. Wyjątkiem był jej pierwszy start w karierze, ale wtedy też przywiozła medal - była druga.

PAMIĘTACIE "PIŁKARSKI DIAMENT"? LUBLINIANIN W FINALE



Ta niespełna 35-letnia zawodniczka ma również wielkie osiągnięcia na ringach międzynarodowych. Wysłuchała Mazurka Dąbrowskiego na mistrzostwach świata, a także dwukrotnie triumfowała w mistrzostwach Europy. Czego więc jej jeszcze do szczęścia brak? Co ją dalej pcha do walki? Odpowiedź jest prosta - otóż Karolina nie ma jeszcze w swojej kolekcji medalu olimpijskiego. Jej występ na igrzyskach w Londynie zakończył się niepowodzeniem. Wydawało się, że olimpijska szansa umknęła bezpowrotnie, bo obowiązywał limit wieku ustalony na 34 lata, a to eliminowało Polkę z występu w kolejnych igrzyskach, które odbędą się Rio de Janeiro. Okazało się jednak, że los był dla niej łaskawy, bo Międzynarodowe Stowarzyszenie Boksu Amatorskiego wydłużyło wiek dla kobiet i mężczyzn startujących w tej imprezie do 40 lat. Jestem pewien, że teraz niezwykle ambitna Michalczuk zrobi wszystko, aby do Brazylii pojechać i nie wrócić stamtąd z pustymi rękoma.