Piłkarski freestyler: Odbijam jak Forrest Gump w ping-ponga

- Freestyle football to dyscyplina sportu inna niż wszystkie. Podczas turnieju rywalizujemy, a po jego zakończeniu czasami idziemy na piwo. Stanowimy coś w rodzaju komuny - opowiada Michał Rycaj z Zamościa, mistrz świata.
Od małego, jak większość chłopaków, ciągnęło mnie do piłki. Całe dnie spędzaliśmy na podwórku. Ciągle poździerane kolana, poobijane kostki. Od zawsze byłem niezły technicznie. Świetnie się kiwałem, sam potrafiłem przejść dwóch, trzech chłopaków z przeciwnej drużyny. Ale z tego powodu kumple ciągle mieli pretensje, że nie podaję im piłki. Tylko kiwka, kiwka i kiwka. Pewnie z tego powodu nie trafiłem do żadnego klubu piłkarskiego.



Przecież tam nie mógłbym się kiwać, bo trener na to by nie pozwolił. Co miałem robić? Przychodziłem ze szkoły do domu i bez celu podbijałem futbolówkę najpierw prawą nogą, potem lewą, kolanem jednym, drugim, główką, ramieniem. I tak bez końca.

Aż mnie w krzesło wbiło

Pamiętam jak dziś. To było w 2002 r. Szperając w internecie, trafiłem na pewien filmik. Choć trwał kilkadziesiąt sekund, może nieco ponad minutę, otworzyłem oczy i patrzyłem z zapartym tchem. Aż mnie w krzesło wbiło. Bohater filmiku z podbijania piłki futbolowej zrobił prawdziwy spektakl. Żadne tam monotonne żonglowanie, tylko triki, sztuczki, uniki.



A wszystko na stojąco, w siadzie, leżąc. To był Soufiane Touzani, Holender z Rotterdamu, bardzo sympatyczny facet. Jest on uznawany za ojca chrzestnego freestyle footballu, czyli całkiem nowej dyscypliny sportu. Dziś w internecie filmik ma kilka milionów odsłon, a Soufrane jest traktowany jak guru freestyle'u.

Ja wtedy miałem dwanaście lat i podbijanie piłki było dla mnie zabawą. Inni grali na komputerze, a ja podbijałem, podbijałem i podbijałem. Jak Forrest Gump. Patrzyłem, jak to robi Soufiane, i próbowałem tak samo. Po pewnym czasie zobaczyłem, że jestem coraz lepszy, że ta zabawa z czasem przeradza się w pasję. Niestety, dotąd nikt na świecie nie wydał książki o nauce freestyle'u, dlatego trzeba uczyć się samemu, podpatrując innych.

Pierwszy trik, jaki udało mi się wykonać, to tzw. dookoła świata. O co chodzi? Trzymasz piłkę na stopie, lekko ją podrzucasz, wykonujesz ruch wokół jej obwodu, po czym futbolówka spada ci miękko na stopę. Proste.

Tyle potu i wszystko na nic?

Śledząc internet, zobaczyłem, że także polski freestyle się rozwija. Pojawiały się filmiki, zacząłem kojarzyć nazwiska. W Polsce jako pierwsi za freestyle wzięli się Łukasz Psonka z Tomaszem Lebiockim, dwóch zakręconych chłopaków z Myszkowa na Śląsku.

To było w 2008 r. Wyczytałem w necie o pierwszych mistrzostwach Polski w Zawierciu. Boże, pomyślałem, przecież będę mógł tam porównać się z innymi. Nie mogłem ani jeść, ani spać. Sam nie miałem pieniędzy, nie chciałem ciągnąć od taty, bo w domu nigdy się nie przelewało. Pamiętam, że ktoś od kogoś pożyczył samochód, zrzuciliśmy się na benzynę i razem z czwórką przyjaciół pojechaliśmy.



Na miejscu pełna hala, sponsorzy, a ja skromny chłopak z jakiegoś tam Zamościa. Gdzie ja przyjechałem? Po co? Ale powiedziałem sobie: dasz radę. Przecież podczas treningów wylałem tyle wiader potu. Miałoby to wszystko pójść na marne? Z drżącymi łydkami wyszedłem na środek hali. Stres ustępował z każdym odbiciem piłki, z każdym ćwiczeniem. Udało się. Na 40 zawodników zająłem siódme miejsce. Chłopak znikąd został jedną z rewelacji mistrzostw.

Biorę piłkę i idę do pracy

Mistrzostwa w Zawierciu to było to. Dostałem tam odpowiedź, że warto ćwiczyć, pocić się. Zapieprzam i jestem coraz lepszy. Zamykałem się w pokoju na górze i odbijałem. Aż mi taty było szkoda, bo kiedy ja nakładałem dres, on wychodził z domu. Nie mógł tego dudnienia znieść. Dlatego starałem się ćwiczyć na dworze. W zimie, żeby się nie ślizgać, wysypywałem na śniegu popiół, w lecie tato zrobił mi za domem takie miniboisko. Takie cztery metry na cztery z płyt chodnikowych.



Dziś każdego dnia mam dwa treningi, po półtorej godziny rano i po południu. Wiem, że to jest mój zawód, więc nie muszę się do ćwiczeń mobilizować. Po prostu idę z piłką do pracy.

Freestyle to nie tylko technika, to także sztuka panowania nad piłką, sztuka doskonalenie wyobraźni i kreatywności. Wszystko po to, by płynnie przechodzić z jednego ćwiczenia do kolejnego.

Ostatnio zobaczyłem, że we freestyle'u bardzo ważną sprawą jest psychika. Chodzi o umiejętność wyłączenia się podczas zawodów i skupienia tylko na piłce i najbliższym triku. Dlatego trenuję na zamojskim rynku. Ćwicząc tam, wiem, że patrzą na mnie ludzie. To pomaga mi jeszcze mocniej się zmotywować, by perfekcyjnie wykonać układ trików, który mam w głowie. Zupełnie inaczej jest, kiedy trenuję w domowym zaciszu - w moim pokoju czy ogrodzie.

Olimpiada? Czemu nie

Dziś zawody we freestyle'u to prawdziwy show. Na topowe imprezy zapraszanych jest najlepszych 16 zawodników na świecie. Tworzą oni pary i toczą ze sobą pojedynki. Wszystko obserwują sędziowie, którzy po trzech minutach rywalizacji wskazują zwycięzcę, który awansuje do kolejnej rundy. Coś jak w tenisie. Nie ma remisów, bo liczba oceniających zawsze jest nieparzysta.

Freestyle football to nowa dyscyplina sportu. Ma dopiero kilkanaście lat, ale najważniejsze zawody gromadzą na trybunach tysiące ludzi, tak jak na mistrzostwach świata w Dubaju. Zawody coraz częściej pokazuje telewizja. Turniej w Malezji obejrzało 11 milionów ludzi w telewizji i internecie. Takie liczby przyciągają sponsorów, m.in. największe na świecie firmy spożywcze.



Nie lubię mówić o pieniądzach. Jednak w tej chwili utrzymuję się z freestyle'u. Organizatorzy imprez pokrywają zawodnikom koszty podróży i hoteli. Do tego dochodzą płatne pokazy, występy promocyjne. Już zarobiłem na wymarzoną gitarę, która jest moją drugą pasją. Kupiłem sobie też samochód, kilkuletniego golfa.

Przed freestyle'em wielka przyszłość. Na świecie tego typu dyscypliny sportu są coraz bardziej popularne. Wystarczy popatrzeć na snowboardowy freestyle, czyli jazdę w tzw. rynnie [half pipe - przyp. red.], która jest już jedną z dyscyplin olimpijskich i gromadzi ogromną publiczność. Tam też wykonuje się figury i układy, które oceniają sędziowie.

Coś w rodzaju komuny

Freestyle football nie ma nic wspólnego z piłką nożną. U nas nie ma na trybunach kiboli, burd, złośliwych fauli, połamanych nóg czy kupczenia meczami. Nawet nie chodzę na mecze.

Nasz freestyle to dyscyplina sportu inna niż wszystkie. Podczas zawodów rywalizujemy, a po ich zakończeniu spotykamy się, pomagamy sobie, żartujemy, śmiejemy, czasem idziemy na piwo (śmiech!). Proszę sobie wyobrazić, że w każdym mieście, gdzie jeżdżę na turnieje czy pokazy, mam znajomych, przyjaciół, u których mogę się zatrzymać. Stanowimy coś w rodzaju komuny, oczywiście w dobrym znaczeniu tego słowa.

Freestylerzy nie szprycują się odżywkami, wspomagaczami i innego rodzaju świństwami. U nas wszystko musi być czyste. To taka nasza filozofia.

Wciąż nie jestem spełniony. Chcę trenować i wygrywać. Kiedy poczuję znużenie, pomyślę, co dalej. Może założę własną szkółkę, a może pójdę w zupełnie innym kierunku i zostanę projektantem mody? Dziś bowiem freestyle'owcy nie biegają już po ulicach w wyciągniętych dresach czy krótkich spodenkach.



W naszym fachu oprócz umiejętności liczy się ubiór, bo ten sport, chcąc piąć się, ma być maksymalnie efektowny i rozpoznawalny. Tylko wtedy na poważnie zainteresuje się nim telewizja. Jak nosi się freestyler? Czapeczka typu full cap, do tego długa luźna koszula i zwężane spodnie typu rurki. Wszystko jednak w stonowanych barwach.

To by było na tyle. Muszę kończyć, bo po południu przyjeżdża do mnie telewizja. Z Warszawy. Będę w jakichś wiadomościach.

Aha. I jeszcze jedno. W przyszłości prawdopodobnie będę musiał wyjechać z Zamościa. Nie to, że tu się duszę, ale chcę złapać większy oddech.

Sztuka trików

Freestyle football to sztuka wykonywania trików piłką, identyczną do tej, jaką rozgrywa się mecze futbolowe. Powstał na skutek udoskonalania i wymyślania nowych sztuczek. We freestyle'u występują cztery style.

* Air - triki wykonuje się nogami, stojąc lub podskakując.

* Upper - sztuczki wykonywane są za pomocą głowy, karku i klatki piersiowej, także rąk.

* Sitdown - zawodnik siedzi i wtedy wykonuje kombinacje z piłką.

* Ground - nazywany też "tańcem z piłką". Piłka dotyka podłoża, a zawodnik w przeróżny sposób za pomocą stóp wykonuje z nią różne ćwiczenia.

Żongler Chomontek

Freestyle football nie ma nic wspólnego z żonglerką, gdzie tylko i wyłącznie liczy się liczba odbić. W Polsce mistrzem w tej dziedzinie jest Janusz Chomontek. To były piłkarz Gwardii Koszalin i Zawiszy Grzmiąta, który pod koniec lat 80. rzucił piłkę nożną i zajął się właśnie żonglerką. Chomontek aż 19 razy poprawiał rekordy Guinnessa w liczbie odbić futbolówką. Usłyszał o nim świat, kiedy okazał się lepszy od słynnego piłkarza Diego Maradony. Rekord Argentyńczyka wynosił 7 tys. odbić, a wynik Chomontka - 35 tys.! Niestety, naszego żonglera przygniotła popularność. Niedawno za jazdę autem po pijanemu trafił do więzienia, gdzie udzielał bezpłatnych pokazów... żonglerki.



Michał Rycaj

Rocznik 1990, freestyle'owy pseudonim "Michryc". Studiuje na trzecim roku turystyki i rekreacji w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Zamościu. Trzykrotny mistrz Polski i mistrz świata z Dubaju (2013 r.). Nagrodę odbierze 12 kwietnia na wielkiej gali freestyle'owej w Paryżu.