Czy żużlowcy wyjdą spod taśmy? Jak im ktoś pomoże

Krótka piłka. Felieton Wiesława Pawłata
Co kilka lat ten sam problem powraca w lubelskim żużlu niczym zdarta płyta. Chodzi o to, czy klub znad Bystrzycy wystartuje w rozgrywkach ligowych, czy też ryku silników na torze przy al. Zygmuntowskich nie usłyszymy. Wielki znawca czarnego sportu i autor książek o tematyce żużlowej Maciej Maj twierdzi, że to już po raz trzeci w historii występującemu wprawdzie pod różnymi szyldami klubowi z Lublina grozi wykluczenie, a dwa poprzednie tego typu zdarzenia zakończyły się niestety wycofaniem drużyny z rozgrywek. Po raz ostatni zespół nie wystartował w sezonie 2007. Na szczęście banicja trwała tylko jeden rok.

Oczywiście jak zwykle chodzi o pieniądze. Niedawno jak grom z jasnego nieba gruchnęła wieść, że KWK Bogdanka nie będzie już sponsorowała I-ligowego KMŻ. Po pięciu latach współpracy człon "Lubelski Węgiel" znikł z nazwy klubu, a wraz z nim pokaźna część około dwumilionowego budżetu, bo kopalnia finansowała zespół w granicach 40 procent. Rodzi się więc pytanie, czy uda się jakoś tę dziurę załatać? Szczerze mówiąc, bardzo wątpię w znalezienie w naszym ubogim regionie sponsora, który zgodzi się wyłożyć taką kwotę, a czasu jest naprawdę niewiele. Nie można jednak się poddawać i trzeba szukać chętnych nawet w innych zakątkach kraju. W tej chwili stres przeżywają nie tylko działacze, ale także zawodnicy, którzy podpisali kontrakty z klubem, a teraz mogą zostać na lodzie, choć starty w ice speedwayu raczej nie wchodzą w grę. Myślę, że bez pomocy miasta nic tu się zrobić nie da. Może uda się wesprzeć klub jakimiś środkami z promocji, które choć w części wypełnią powstałą lukę, bo szkoda by było, aby dyscyplina, na którą przychodzi najwięcej kibiców na Lubelszczyźnie, znikła ze sportowej mapy kraju. Tym bardziej że po oddaniu do użytku nowego stadionu przy ul. Krochmalnej - co ma nastąpić już w lecie - obiekt przy al. Zygmuntowskich mieli wziąć we władanie właśnie żużlowcy. Padła już nawet propozycja nazwy toru, który miałby nosić imię dwukrotnego indywidualnego mistrza Polski Włodzimierza Szwendrowskiego.

Asystent trzech wojewodów, dyrektor Zachęty. Dziś?



A tak z innej beczki to przez lata całe klub opierał się na zawodnikach lubelskich. Kibice chodzili na m.in.: Andrzeja Mazura, Wojciecha Kowalskiego, Andrzeja Perczyńskiego, Marka Kępę, Dariusza Śledzia czy Jerzego Mordela. Wprawdzie później podbiły ich serca takie asy jak wielokrotny mistrz świata Hans Nielsen, Leigh Adams czy Antonin Kasper, ale oni byli wyjątkami, bo trzon drużyny stanowili lublinianie. Teraz te proporcje, o ile w ogóle można o takich mówić, zmieniły się diametralnie. W ubiegłym sezonie jeździł w KMŻ jeden wychowanek lubelskiego klubu - Daniel Jeleniewski - w nadchodzącym - o ile zespół przystąpi do rozgrywek, nie będzie już żadnego...