Dwa oblicza klubu. Świetna atmosfera i brak chemii

Krótka piłka. Felieton Wiesława Pawłata


Niedawno byłem na spotkaniu z koszykarzami Interbudu AZS UMCS. To zdecydowany lider III ligi - oparty na zawodnikach z Lublina, mający wielkie szanse, by nawiązać do bogatych tradycji akademickiego klubu, który wychował między innymi takich graczy jak Michał Ignerski, Dominik Derwisz, Piotr Karolak czy Wojciech Szawarski. Nie od rzeczy jest przypomnienie, że AZS wywalczył tytuł mistrza Polski juniorów, a seniorzy występowali w ekstraklasie. Potem klub popadł w całkowity koszykarski niebyt, a teraz jakby powrócił z zaświatów za sprawą młodych zawodników i działaczy, którzy są bardzo ambitni i chcą wywalczyć awans do II ligi. Wydatnie w tym im pomaga grający trener - znany z występów w ekstraklasie Przemysław Łuszczewski. To typowi amatorzy - potrzebują pomocy, ale nie siedzą z założonymi rękami i coś próbują robić, aby przyciągnąć sponsorów. Liczę, że znajdą wsparcie.

Poza tym koszykarze doskonale się ze sobą czują, a to zawsze bardzo dobrze wpływa na drużynę.

ME. Kiedyś u Szwedów terminował, teraz ich zatrzymał



Zupełnie inaczej ma się rzecz w sekcji żeńskiej tego klubu, która też miała duże osiągnięcia, bo przez wiele sezonów występowała w ekstraklasie i teraz zamierza do niej wrócić. Koszykarki też swego czasu stały się ofiarą sportowego krachu, ale odbudowały się szybciej. W tym sezonie kadra I-ligowej drużyny prowadzona przez Sławomira Deptę została w znacznej mierze zmieniona. Przyszło wiele nowych zawodniczek z kraju, które miały pomóc w awansie. Czegoś jednak tam brak. Wydaje się, że nie ma chemii między trenerem a koszykarkami. Wygląda na to, że zespół sobie, a szkoleniowiec sobie, bo zawodniczki zupełnie nie realizują założeń taktycznych. Najlepszym tego przykładem jest ostatni mecz z Dekorexem Pabianice - zespołem wprawdzie rutynowanym, ale nie aż tak mocnym, by AZS UMCS przegrał z nim u siebie różnicą prawie 30 punktów. To prawdziwa katastrofa, a awans zaczyna się powoli oddalać. Mam jednak nadzieję, że nie jest jeszcze za późno, by to wszystko poukładać w jedną całość.