Wikana Start nie dała Astorii najmniejszych szans

W swoim ostatnim tegorocznym spotkaniu przed własną publicznością koszykarze I-ligowej Wikany Start pokonali Astorię Bydgoszcz. Zwycięstwo lublinian ani przez moment nie było zagrożone.
Faworytem tej potyczki byli gospodarze. Wprawdzie przed meczem trener Dominik Derwisz miał pewne obawy, bo trzech graczy - Patryk Pełka, Kamil Michalski i Sebastian Wiśniewski - narzekało na przeziębienie i nie wiadomo było, czy do spotkania zdołają się wykurować, ale na szczęście wybiegli na parkiet i walczyli bardzo ambitnie. Z kolei bydgoszczanie przyjechali do Lublina pod wodzą nowego trenera Aleksandra Krutikowa, który tym meczem debiutował w rozgrywkach. Niestety, pierwszej potyczki podopiecznych pod swoją wodzą nie może zaliczyć do udanych. - Uważam, że Wikana Start jest drużyną, która powinna być wyżej w tabeli - mówił po spotkaniu bydgoski szkoleniowiec. Ja jestem w Astorii dopiero od pięciu dni. Ten mecz pokazał, że mój zespół ma braki w każdym elemencie gry.

Od początku meczu zarysowała się przewaga lublinian. W 7. min - po trójce Wojciecha Szawarskiego gospodarze prowadzili już 17:9. Niestety w końcówce pierwszej kwarty zaczęli grać nieco nonszalancko, co skwapliwe wykorzystali gracze Astorii i po trafieniu Sebastiana Laydycha zza linii 675 cm przewaga Wikany Start stopniała do jednego punktu (19:18). Na szczęście równo z syreną kończącą pierwszą kwartę w ten sam sposób zrewanżował się Grzegorz Mordzak i gospodarze wygrali tę część meczu 21:18. Druga odsłona toczyła się całkowicie pod dyktando drużyny lubelskiej, która pozwoliła rywalom rzucić zaledwie pięć punktów, a sama zdobyła ich 19. Tak więc do przerwy Wikana Start prowadziła 40:23.

Po zmianie stron przewaga nadal rosła. Tuż przed końcem tej części gry - po trafieniu Patryka Pełki lublininie prowadzili już różnicą 24 punktów (55:31) i praktycznie było wiadomo, że tego meczu już przegrać w żaden sposób nie można. W ostatniej odsłonie trener Derwisz dał szansę tym, którzy mają mniej okazji do występów. To sprawiło, że goście zaczęli odrabiać straty, wykorzystując błędy lublinian szczególnie w obronie. Ostatecznie tę kwartę wygrała Astoria 21:15. - Twierdzenie, że już do przerwy wygraliśmy ten mecz, jest nieco przesadzone, bo zdarzały się takie spotkania, w których wysoko prowadzący przegrywali, między innymi i nam to się przytrafiało - dowodził lubelski trener. - Jednak po trzeciej kwarcie było już wszystko jasne. Mogliśmy wygrać wyżej i lepiej popracować w obronie, bo tam popełniliśmy sporo błędów. Jeśli chodzi o zawodników rezerwowych, to przy każdej możliwej okazji trzeba ich ogrywać. Nasi zmiennicy mają potencjał na 5-7 minut gry i żadną miarą jeszcze wiodącymi graczami być nie mogą. Jednak to ogrywanie powinno zaprocentować w przyszłości.

Za tydzień w ostatnim tegorocznym spotkaniu Wikana Start spotka się w Dąbrowie Górniczej z MKS.

Wikana Start 70

Astoria 54

Kwarty: 21:18, 19:5, 15:10, 15:21.

Wikana Start: Pełka 12 (1), Mordzak 4, Sikora 5 (1), Szawarski 10 (2), Wilczek 14 oraz Kaczmarski, Wiśniewski, Hałas, Michalski 10, Czujkowski 8 (2), Kowalski 7 (1)

Astoria: Bierwagen 12 (1), Robak 10, Lewandowski 4, Szyttenholm 1, Kowalewski oraz Laydych 10 (2), Barszczyk 7, Milczyński 6, Obarek 4, Małgorzaciak.