Nie chwal dnia.... Dobre losowanie to jeszcze nie awans

Krótka piłka. Felieton Wiesława Pawłata
Piłkarze ręczni Azotów awansowali do kolejnej rundy Challenge Cup i wygląda na to, że losowanie dalszych gier też przebiegło po ich myśli. Z roku na rok oczekiwania działaczy i kibiców, jeśli chodzi o występy w tej imprezie, rosną, ale jakoś do tej pory nie udało się puławianom przebrnąć ćwierćfinału tych rozgrywek. Paradoksalnie najlepszy był debiutancki na europejskich parkietach sezon 2010/2011, kiedy zespół znad Wisły był o krok od awansu do półfinału. Później było już gorzej, a start przed rokiem zakończył się kompromitacją, gdyż puławską drużynę wyeliminowali amatorzy z Belgii. Wtedy też wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że potyczka z Initią będzie czystą formalnością. Tak się jednak nie stało. Azoty wprawdzie nie przegrały żadnego meczu, ale wygrać też nie zdołały, a remis był korzystny dla drużyny ze stolicy Limburgii. W tym sezonie w puławskiej drużynie zaszły duże zmiany. Wrócił trener Bogdan Kowalczyk, a w klubie nie ukrywają, że mierzą bardzo wysoko i marzy im się nawet finał. Na razie idzie dobrze, choć rozegrany u siebie rewanż z Il Özel Idare był mniej udany niż się tego spodziewano. W kolejnej rundzie los też był łaskawy, bo puławianie trafili na inny turecki zespół - tym razem Nilufer BK. który z pewnością do tuzów się nie zalicza - i są zdecydowanym faworytem. Niektórzy już zastanawiają się, z kim przyjdzie potykać się Azotom w ćwierćfinale. Myślę jednak, że mając w pamięci wpadkę z Belgami, nie należy chwalić dnia przed zachodem słońca...