Sport.pl

Azoty rozgromiły opolskiego beniaminka. Debiut Chorwata

Piłkarze ręczni PGNiG Superligi po przerwie przeznaczonej na potrzeby reprezentacji wznowili rozgrywki. Puławskie Azoty bez najmniejszego problemu uporały się u siebie z Gwardią Opole.
W zespole gospodarzy po raz pierwszy wystąpił w ligowym boju Marko Tarobochia. Wprawdzie chorwacki rozgrywający trafił do Puław przed sezonem, ale podczas przygotowań do rozgrywek odniósł kontuzję i stąd ten spóźniony debiut. Tarabochia nie grał za dużo, ale zaprezentował się z dobrej strony. Wprawdzie zaczęło się od niespodziewanego prowadzenia beniaminka, ale potem już niepodzielnie rządzili na parkiecie zawodnicy drużyny trenera Bogdana Kowalczyka. Przewaga gospodarzy byłaby znacznie wyższa, gdyby nie znakomity dzień opolskiego bramkarza Adama Malchera. Niestety sam golkiper wyniku utrzymać nie mógł, a puławianie coraz skuteczniej zaczęli się wstrzeliwać w bramkę Gwardii, w czym brylował reprezentacyjny skrzydłowy Przemysław Krajewski. Dzielnie go wspierał także jego kolega z drugiej flanki Czech Jan Sobol i przewaga Azotów rosła z minuty na minutę, ale zespół znad Odry nie zamierzał rezygnować, przystąpił do odrabiania strat i przed przerwą zniwelował dystans do trzech goli.

Przez pierwsze pięć minut po zmianie stron goście nie pozwolili puławianom na zwiększenie przewagi. Potem jednak zabrakło im sił i inicjatywę przejęli gospodarze, którzy na pięć minut przed końcem spotkania - po rzucie Piotra Masłowskiego - wygrywali różnicą dziesięciu bramek. Ostatecznie Azoty wygrały różnicą ośmiu goli i plasują się na czwartej pozycji w tabeli. - Szedłem na ten mecz bardzo spięty i zdenerwowany - mówi Jerzy Witaszek, prezes Azotów. - Nie wiedziałem, na co stać drużynę po długiej przerwie, poza tym opolanie spisywali się dobrze, a ich ostatnia wygrana z Chrobrym musi budzić szacunek. Na szczęście od początku przeważaliśmy, szczególnie w ataku, graliśmy też ciekawą obronę. Bardzo dobrym pociągnięciem trenera Kowalczyka było wprowadzenie do gry Tarabochii. Chorwat pokazał, że potrafi grać. Świetne zawody rozegrał także Krajewski, który popisał się kilkoma znakomitymi przechwytami. Muszę też pochwalić naszych kibiców za inwencję, bo ułożyli żywą flagę klubu, a także gorący doping. Mam nadzieję, że władze miasta to dostrzegą i dojdą do wniosku, że potrzebna jest większa hala. Chodzi też o to, aby fani mogli oglądać nasze mecze w godnych warunkach i było ich więcej, bo chętni do oglądania spotkań są, tylko miejsca dla nich brak.

Azoty 37 (16)

Gwardia Opole 29 (13)

Azoty: Stęczniewski, Grzybowski - Krajewski 8, Sobol 6, Masłowski 5, Przybylski 5, Szyba 4, Skrabania 3, Tarabochia 2, Kus 2, Babicz 1, Barzenkou 1, Ćwikliński, Jankowski, Łyżwa, Tylutki.

Gwardia: Malcher, Romatowski - Piotr Adamczak 5, Knop 4, Serpina 4, Swat 4, Lasoń 3, Paweł Adamczak 3, Drej 2, Płócienniczak 2, Prokop 1, Szulc 1, Garbacz, Migała, Vukcević.

Kary: Azoty - 6. min, Gwardia - 2. min

Sędziowali: Arkadiusz Sołodki i Rafał Puszkarski z Legionowa.

Widzów: 700.