Złoty środek. Lepiej grają, to fani wracają

Krótka piłka. Felieton Wiesława Pawłata
Stara prawda mówi, że nie ma lepszego sposobu na przyciągnięcie kibiców na trybuny niż dobry wynik sportowy. Najlepszym tego dowodem jest ilość widzów na ostatnim meczu I-ligowego Górnika Łęczna z Arką Gdynia. Już dawno nie widziałem takich kolejek pod kasami stadionu przy al. Jana Pawła II. Oczywiście w tym przypadku należy też docenić działania marketingowe i promocyjne zarządu klubu, który stale wychodzi do kibiców z nowymi propozycjami, ale też przyczyniają się do tego sami piłkarze. Zespół trenera Jurija Szatałowa gra wprawdzie w kratkę, lecz wygląda na to, że taka jest specyfika zaplecza ekstraklasy, bo każda drużyna w niej występująca ma swoje wzloty i upadki. Na razie łęcznianie nie tracą zbyt wiele do ścisłej czołówki i wygląda na to, że w tym wyścigu o awans będą się poważnie liczyli. Kibice najwyraźniej także w to wierzą, stąd ich obecność i gromki doping przez całe spotkanie. Wprawdzie gdynian nie udało się pokonać - padł remis, ale w przypadku wygranej Górnik byłby wiceliderem. Po meczu usłyszałem od jednego z fanów, że rzeczywiście przychodzi ich coraz więcej, ale jemu się marzy, aby trybuny stadionu zapełniały się tak jak podczas występów Górnika w ekstraklasie.

W tym momencie przypomniały mi się też słowa byłego trenera łęcznian Piotra Rzepki, który ostatniej zimy podczas turnieju halowego Gwiazd na Globusie spojrzał na pełną halę i westchnął z zazdrością - żeby na nasze mecze przychodziło tylu kibiców. Myślę, że z czasem tak się stanie, ale pod jednym wszakże warunkiem - mianowicie: trzeba zrobić wszystko, aby jak najszybciej do piłkarskiej elity wrócić.