Sport.pl

W meczu Budowlanych lepsi okazali się ci z Łodzi

Porażką ze swoimi imiennikami z Łodzi zakończyli pierwszą rundę rozgrywek ekstraligi rugbiści lubelskich Budowlanych. Gospodarze przegrali zasłużenie, bo od początku do końca spotkania prowadzili łodzianie. W tej sytuacji wszystko wskazuje na to, że zamiast o pierwszą czwórkę przyjdzie lublinianom walczyć o uratowanie się przed spadkiem.
Przed meczem lublinianie nie zakładali innego scenariusza niż zwycięstwo. W tym sezonie oba zespoły prezentują podobną klasę - zajmują miejsca w dolnych rejonach tabeli i wygrywają tylko u siebie. Tak więc drużyna trenerów Andrzeja Kozaka i Piotra Chodunia chciała wykorzystać atut własnego boiska. Tym bardziej że mógł to być już ostatni w historii klubu mecz na stadionie przy ul. Krasińskiego, gdyż część boiska zgodnie z prawem odzyskali wywłaszczeni wcześniej właściciele i teraz domagają się zwrotu terenu. Tak więc jeśli władze miasta nie dojdą z nimi do porozumienia, rugbiści będą musieli z dzielnicy LSM zniknąć.

Wracając do samego spotkania, to niestety od samego początku nie układało się ono po myśli lublinian. Już w 7. minucie gospodarze przegrywali 0:7. Dziesięć minut później pierwsze punkty dla drużyny lubelskiej zdobył z rzutu karnego Wojciech Piotrowicz. Za chwilę dystans znów zaczął rosnąć i po przyłożeniu Krzysztofa Justyńskiego i podwyższeniu Sebastiana Łuczaka goście prowadzili 21:3. Zanosiło się na klęskę. Zespół z Lublina jednak nie rezygnował i przystąpił do odrabiania strat. Sygnał do zrywu dał Stanisław Niedźwiecki, a potem swoje punkty dołożyli Piotrowicz oraz Marcin Tatara i na przerwę lublinianie schodzili z zaledwie czteropunktową stratą (17:21). - Gospodarze przespali pierwszy kwadrans. Potem podnieśli się, zdobyli przewagę terytorialną i zaczęli odrabiać stracony dystans. Teraz zobaczymy, jak wytrzymają kondycyjnie drugą część spotkania - stwierdził w przerwie Maciej Powała-Niedźwiecki, szef wyszkolenia Polskiego Związku Rugby.

Zaraz po zmianie stron ofensywne zapędy gospodarzy z końcówki pierwszej połowy nieco ostudzili goście i zdobyli kolejne punkty. Nie zniechęciło to jednak Budowlanych z Lublina i następne minuty tej potyczki należały do nich. Po przyłożeniu i skutecznym podwyższeniu Piotrowicza przewaga łodzian stopniała do dwóch punktów (26:24). Niestety, to było wszystko, na co tego dnia stać było lublinian. Inicjatywę przejęła drużyna łódzka, a na domiar złego gospodarze nie wypełniali założeń taktycznych i popełniali proste błędy techniczne. Wykorzystywali to skrzętnie rywale i ich przewaga rosła. Skutecznym przyłożeniem popisał się Gruzin Mindia Abashidze, podwyższył Łuczak, który też dropgolem ustalił wynik spotkania na 36:24. - Zwycięstwo łodzian w pełni zasłużone - podsumował Maciej Powała-Niedźwiecki. - Przez ostatnie 25 min to goście dominowali na boisku. Nam zabrakło zimnej głowy i realizacji założeń taktycznych - dodaje trener Piotr Choduń. - Wszystko rozstrzygnie się wiosną i zobaczymy, czy drużyna pokaże charakter.

Budowlani Lublin 24

Budowlani Łódź 36

Budowlani Lublin: Ziemak (65. Nojszewski), Wiecaszek (41. Berestek), Kędra (60. Zając), Król, Jakub Jasiński, Wiśniewski, Pietrkiewicz (65. Filipczak), Stanisław Niedźwiecki 5, Jakub Bobruk, Ćwieka, Stelmach, Piotrowicz 14, Węzka, Skałecki (58. Dzioch), Tatara 5.

Budowlani Łódź: Kościelski (27. Lidl), Ignaczak 5, Kubus (38. Żelasko, 48. Rydzyński), Karpiński, Justyński 5 (48. Szczukocki), Wilczyński, Kujawa, Mirosz, Żórawski, Czarniak, Matyjak (65. Kozakiewicz), Łuczak 11, Orłowski 5 (78. Wochna), Similski 5 (71. Domański), Abashidze 5

Sędziował: Dariusz Reks (Okręg Mazowiecki).