Sport.pl

Śmierdzące jajo. Być albo nie być rugbistów

Krótka piłka. Felieton Wiesława Pawłata
Na rugbistów Budowlanych padł blady strach. Wygląda na to, że ten wielce dla Lublina zasłużony klub może nie dokończyć rozgrywek w ekstralidze. Sprawa jest bardzo poważna i dotyczy ich stadionu, a w zasadzie jego skrawka. Otóż wyrokiem sądu muszą oddać część boiska spadkobiercom dawnych właścicieli tego gruntu. Przypomnę, że obiekt powstał w pierwszej połowie lat 70., ale według planu zagospodarowania przestrzennego wywłaszczony teren miał być przeznaczony pod inne cele. Wybudowano na nim stadion, co sprawiło, że teraz zgodnie z prawem należy oddać część boiska. Problem nie jest nowy i od dłuższego czasu toczyły się w tej sprawie negocjacje. Niestety strony nie doszły do porozumienia. Miasta, które było właścicielem gruntu, nie stać na jego wykupienie, bo cena jest zaporowa. Z tego samego powodu klub nie jest w stanie dzierżawić terenu. W tej sytuacji pełnomocnik spadkobierców od środy zabronił rozgrywania na stadionie meczów. Dla jasności, nie mógł tego zrobić na całym boisku, ale niestety bez tej niewielkiej jego części grać się nie da. Od biedy można trenować. To wielki cios dla klubu, który wywalczył wiele tytułów mistrza Polski kadetów i juniorów, zdobywał medale w seniorach i wychował wielu reprezentantów kraju. Najgorsze jest to, że Budowlani nie mieli wpływu na wybudowanie w tym miejscu stadionu. O tym zadecydowały ówczesne władze miasta. Teraz z tym problemem muszą się zmierzyć aktualnie rządzący - i to jak najszybciej, aby nie zaprzepaścić tego, co przez cztery dekady było pieczołowicie budowane.