Chcą grać dla miasta, ale potrzebne im wsparcie

Piłkarze ręczni AZS UMCS weszli do I ligi. - Myśleliśmy po awansie, że otworzyliśmy sobie wrota do raju. Tymczasem wcale nie jest tak cudownie - mówi Tomasz Lewtak, zawodnik i członek zarządu klubu.
Nowa edycja Wygraj Ligę już jest! Załóż swoją ligę i zaproś znajomych do gry »



Rozmowa z Tomaszem Lewtakiem*

Piotr Masierak: Ubiegłosezonowy projekt "Gra o Lublin" okazał się wielkim sukcesem. Po latach do Lublina wróciło zaplecze ekstraklasy piłkarzy ręcznych, mecze cieszyły się sporą popularnością. Co było receptą na sukces?

Tomasz Lewtak: Udało się to wszystko zrobić, dzięki uwolnieniu inicjatywy ludzi, którzy postanowili, że pasję trzeba rozwijać i twórczo kontynuować. Mowa tu nie tylko o drużynie, która zrobiła ogromny skok - z ostatniego miejsca dwa lata temu do wygrania ligi. Również organizacyjnie sporo się zmieniło, powstała zupełnie nowa jakość. Kluczem była tu motywacja - tak sportowa, jak i wszystkich wspierających nas osób.

Po radości związanej z awansem przyszło jednak zmierzyć się z szarą rzeczywistością...

- Myśleliśmy po awansie, że otworzyliśmy sobie wrota do raju. Tymczasem wcale nie jest tak cudownie. Robimy, co możemy, w czerwcu nastąpiły zmiany w Zarządzie Uczelnianym i mamy deklaracje poparcia, jeśli chodzi o piłkę ręczną. Szukamy wsparcia z każdej możliwej strony, występy w I lidze to przecież zupełnie coś innego niż drugoligowe granie.

Potrzebujemy niej więcej 120 tysięcy złotych - taki budżet w pierwszej lidze jest uznawany za minimalny. Naszym atutem jest to, że mamy "miejscową drużynę" - jesteśmy z Lublina, tu studiujemy, pracujemy, tu mamy rodziny. Nigdzie się nie wybieramy. Doszedł do nas Michał Dziemich z Białegostoku, który podjął w Lublinie studia. Codziennie praktycznie dzwonią gracze z całej Polski - nawet z uznanymi nazwiskami. Ale na ich zakontraktowanie nas w tym momencie nie stać.

W ubiegłym sezonie zawodnicy grali praktycznie za darmo?

- Tylko kilku chłopaków - studentów miało stypendia z uczelni - pozostali, a przede wszystkim ci, którzy już studia skończyli, dostali tylko niewielkie nagrody po awansie. AZS przyznał nam nagrodę, którą podzieliliśmy, niewielkie pieniądze dostaliśmy tez dzięki projektowi "Gra o Lublin". W tym sezonie chcielibyśmy, aby było inaczej. Wiadomo, nikt tu nie zarobi kokosów, to nie ta dyscyplina - ale dobrze by było, aby za naprawdę ciężką pracę na treningach i reprezentowanie naszego miasta w Polsce choć trochę graczom zapłacić.

Nie możecie liczyć na stypendia miejskie?

- Niestety, stypendia dla sportu kwalifikowanego w grach zespołowych przyznawane są jedynie za udział klubu w ekstraklasie. Kiedyś było inaczej, ale obecnie zmieniły się przepisy. Dostajemy jako AZS dotacje miejskie, ale mogą być one wydawane jedynie za sprawy związane z przygotowaniami i udziałem w zawodach.

Jesteście typową drużyną studencką. Popularność szczypiorniaka w Lublinie wzrosła dzięki wam?

- Chyba tak, dowodem na to może być fakt, że do zespołu przed sezonem dołączyło pięciu, sześciu młodych studentów, którzy już umieją grać w ręczną. Niegdyś z tym naborem było słabiej, teraz coś drgnęło. Na trybunach też kibiców nie powinno w sezonie zabraknąć.

*Tomasz Lewtak jest członkiem Zarządu Klubu Uczelnianego AZS UMCS i piłkarzem ręcznym