Ma w swojej kolekcji worek medali i ciągle mu mało

Jest jednym z najbardziej utytułowanych sportowców w Polsce. Pięć razy był mistrzem świata, tytuł najlepszego w Europie zdobył 20-krotnie. Teraz taekwondoka Jarosław Suska będzie walczył o kolejne złoto mistrzostw Polski
Przed miesiącem był gwiazdą mistrzostw Europy. W szwedzkim Skovde ten 41-letni dziś zawodnik zdobył złoto - już po raz 20. Wywołało to olbrzymi aplauz na trybunach. Zresztą reprezentacja Polski wręcz zatopiła w Szwecji rywali, bo biało-czerwoni wywalczyli tam aż 58 medali, w tym 20 z najszlachetniejszego kruszcu.

Na stadion piłkarski nie dotarł

W sobotę stanie przed własną publicznością, bo mistrzostwa Polski odbędą się Lubartowie - liczącym około 25 tys. mieszkańców miasteczku, gdzie stawiał swoje pierwsze kroki na planszy, a jego klub Lewart, w którym startuje do dziś, obchodzi 30-lecie istnienia sekcji taekwondo.

- Swoją przygodę ze sportem zaczynałem od zapasów - wspomina Jarosław Suska. - Zresztą bardziej to było podglądanie i zabawa, niż prawdziwe treningi, ale sprawność tam nabytą mam do tej pory. Skąd te zapasy? Otóż moja mama była nauczycielką i mieszkaliśmy w szkole w Woli Gułowskiej. W sali gimnastycznej ćwiczyli zapaśnicy, więc siłą rzeczy musiałem tam trafić.

Potem rodzina przeniosła się do Lubartowa, gdzie już zapasów nie było. - Zacząłem szukać czegoś innego. Przez pewien czas grałem w tenisa stołowego, zresztą w pawilonie, w którym trenuję do tej pory. Lubiłem też piłkę nożną, jak każdy chłopak, i myślałem nawet, aby się zapisać do sekcji piłkarskiej, ale jakoś... nie zdołałem dotrzeć na stadion. Natomiast zainteresowałem się taekwondo, gdzie już trenował mój starszy brat. Od razu trafiłem pod skrzydła trenera Jerzego Jeduta i jakoś do tej pory udało mi się z nim wytrzymać, a to - bagatela - tylko 28 lat - mówi ze śmiechem. - Muszę powiedzieć, że na początku, jak jeszcze obserwowałem zajęcia, byłem nastawiony sceptycznie do tej sztuki walki, ale jak sam zacząłem ćwiczyć, zmieniło to się diametralnie.

Koreańczykom nie w smak

Mały Jarek błyskawicznie robił postępy i szybko trafił do grupy zaawansowanych. Po roku treningu wygrał w Warszawie turniej dzieci w kick-boxingu, który był przepustką do wyjazdu na Węgry. - Nic tam nie zwojowałem, ale opieki też za dobrej nie miałem, niemniej jednak zagraniczny chrzest przeszedłem - opowiada. - Natomiast pierwszym moim startem w taekwondo był turniej w Lubinie. Był to rok 1987 i pamiętam, że wówczas byłem trzeci. Natomiast kolejny w Śremie już wygrałem i jakoś to dalej poszło.

Rok później zawodnik Lewartu zadebiutował w mistrzostwach Polski seniorów. Choć był jeszcze juniorem, wypadł całkiem przyzwoicie. Dyscyplina stale się rozwijała, a zawodnicy zaczęli jeździć na międzynarodowe zgrupowania do Korei Północnej. Oczywiście Jarek też. W 1989 roku właśnie w tym kraju odbył się Puchar Świata. Impreza zakończyła się olbrzymim sukcesem lubartowianina, który wywalczył to trofeum. - Był to dla mnie bardzo ciężki turniej - przyznaje po latach. - W finale walczyłem z zawodnikiem gospodarzy, który w wadze 54 kg mierzył 186 cm, a ja zaledwie 170. Nie wiem, jak on osiągnął limit tej kategorii. Wygrałem bezapelacyjnie, ale Koreańczykom trudno było się z tym pogodzić, no i na werdykt czekałem aż... 20 minut. W końcu jednak moja ręka powędrowała do góry.

Złote małżeństwo

Kariera Jarka nabierała tempa. W 1992 roku zdobył swój pierwszy indywidualny tytuł mistrza Europy w układach i do tej pory już z żadnej rangi mistrzowskiej bez medalu nie wrócił. Choć wymagało to wiele wysiłku, szczególnie podczas studiów, kiedy to uczył się dziennie na bialskiej AWF i sam musiał narzucić sobie ostry reżim treningowy, bo do klubu było daleko. - Ćwiczyłem wówczas z przedstawicielami innych dyscyplin - zdradza. - To ma teraz przełożenie na to, co robię, bo od wielu lat przygotowuję się do zawodów sam.

Na sali treningowej poznał też żonę - wybitną zawodniczkę Anitę Pasek, która też była mistrzynią świata. Tytuł zdobyła w 2003 roku w Warszawie. - Był to jej ostatni start. Trudno sobie wyobrazić piękniejsze zakończenie kariery - mówi wyraźnie zadowolony. - Dochowaliśmy się dwóch synów - ośmioletniego Michała i trzy lata młodszego Dawida. Michała bardzo ciągnie do sportu. Jest bardzo sprawny. Oboje z żoną nie naciskamy jednak, aby coś wybrał - na razie sport ma go bawić. Niech uprawia co się da, a potem dopiero postawi na to, co mu najbardziej odpowiada.

Pracowity showman

Warto też wiedzieć, że Jarek dał się również poznać jako znakomity showman. - Rzeczywiście, wystąpiłem w wielu pokazach opartych na sztukach walki w różnych imprezach - przyznaje. - Świetnie się przy tym bawię, choć ich przygotowanie wymaga wiele pracy.

Można powiedzieć, że przez ponad ćwierćwiecze spędzone na planszy ten multimedalista pisał historię polskiego taekwondo. - Co przez te lata najbardziej utkwiło mi w pamięci? - zastanawia się chwilę. - Z pewnością zdobycie Pucharu Świata w Korei Północnej i okoliczności z tym związane, a także wywalczenie pierwszego tytułu mistrza świata. To było we włoskim Rimini w 2001 roku, po 16 latach treningu. W finale udało mi się pokonać Koreańczyka, co było wielkim wydarzeniem dla wszystkich kibiców. Otrzymałem tysiące gratulacji. Natomiast największy wpływ wywarł na mnie trener Jerzy Jedut. Jemu muszę bardzo podziękować. Wiele mi też dały seminaria z nieżyjącym już generałem Choi Hong Hi. Wszystko to jednak było poparte bardzo ciężką pracą.

Sukcesy reprezentacji przyczyniły się też do wzrostu znaczenia Polski na arenie międzynarodowej. - To prawda - potwierdza wielce utytułowany zawodnik. - Najlepszym tego przykładem jest fakt, że funkcję prezydenta Europejskiej Federacji Taekwon-do ITF piastuje Tadeusz Łoboda, a sekretarzem generalnym jest Jerzy Jedut.

W planach książka

Od wielu lat Jarosław Suska zajmuje się też pracą szkoleniową. Jego podopieczni odnoszą wiele sukcesów na arenach krajowych i międzynarodowych. - Ich osiągnięcia sprawiają mi olbrzymią frajdę - twierdzi. - I to niezależnie od rangi imprezy, w której startują - od tej najniższej do najwyższej. Na ostatnich mistrzostwach Europy w Skovde mój zawodnik Marcin Wronowski wywalczył złoty medal - już po raz czwarty w swojej karierze, co sprawiło mi wielką satysfakcję. Natomiast co do mojego 20. medalu, który zdobyłem w tej samej imprezie, to muszę powiedzieć, że choć startuję tyle lat i w zasadzie powinienem wyjść i wygrać, to tak nie było. Pojawił się stres. To złoto ucieszyło mnie ogromnie. Potwierdziło, że człowiek ciągle daje radę rywalom znacznie młodszym i bardzo mocnym. Na tym poziomie nie ma słabych. Teraz poza mną całe podium się zmieniło, a ja trwam. Jakie plany? Na razie przede mną mistrzostwa Polski, na tym się skupiam. Co będzie dalej z moją karierą, zadecyduję po tej imprezie. Na co dzień jestem nauczycielem wychowania fizycznego w lubartowskim Gimnazjum nr 2. Wracając jeszcze do planów, to mam zamiar napisać książkę opartą na moich doświadczeniach, która być może pomoże trenerom i zawodnikom w rozwoju swoich umiejętności.

TYTUŁY MISTRZA ŚWIATA JAROSŁAWA SUSKI

Rok 2001 - Rimini (Włochy)

Rok 2005 - Dortmund (Niemcy)

Rok 2007 - Quebec (Kanada)

Rok 2009 - Mar Der Plata (Argentyna)

Rok 2011 - Wellington (Nowa Zelandia)

Finały XXVI Mistrzostw Polski Seniorów w Taekwon-do pod patronatem "Gazety Wyborczej" odbędą się w sobotę 8 czerwca w hali ZS nr 2 przy ul. Chopina w Lubartowie