Zgodnie z planem - pokonali poznaniaków i spisali się na piątkę

W ostatnim meczu sezonu występujący w Ekstralidze lubelscy Budowlani pokonali u siebie Posnanię. Stawką tego spotkania było zajęcie piątej lokaty w mistrzostwach Polski.
Zgodnie z regulaminem w tej fazie rozgrywek zespoły, które po rundzie zasadniczej uplasowały się w tabeli na miejscach piątym i szóstym, grają o piątą pozycję, a o tym, kto ją zajmie decyduje jeden mecz. Gospodarzem spotkania jest drużyna będąca wyżej w tabeli.

Przed potyczką za faworyta uchodzili lublininie, choć przed trzema dniami w zaległym meczu przegrali w Poznaniu z Posnanią 20:31. Niemniej, zespół trenerów Andrzeja Kozaka i Piotra Chodunia wystąpił nad Wartą w osłabionym składzie. Teraz poza kontuzjowanym Bartłomiejem Jasińskim szkoleniowcy mieli do dyspozycji wszystkich zawodników. Zagrali już Ukraińcy - Aleksander Czasowski i Bogdan Wołoszyn oraz Jakub Jasiński i Michał Pietrkiewicz, którzy w środę nie wystąpili. Natomiast w nieco słabszym składzie przyjechał zespół poznański i to na boisku było wyraźnie widać.

Lublinie szybko objęli prowadzenie po karnym Wojciecha Piotrowicza. Potem jednak nieoczekiwanie do głosu doszli goście i po przyłożeniu Daniela Gduli i skutecznym podwyższeniu Daniela Trybusa wygrywali 7:3. Jak się później okazało, były to ostatnie punkty poznaniaków w tym meczu, choć kilka okazji do ich zdobycia jeszcze mieli, a to głównie z powodu dość niefrasobliwej gry obronnej Budowlanych. Do końca pierwszej połowy lublinianie za sprawą Stanisława Niedźwieckiego, Bogdana Wołoszyna i Patryka Ćwieki jeszcze trzykrotnie położyli piłkę na polu punktowym rywali i na przerwę schodzili, wygrywając 18:7. - To pewne prowadzenie, choć mogło być wyżej - stwierdził po pierwszej połowie Maciej Powała-Niedźwiecki, prezes Lubelskiego Związku Rugby, wieloletni trener kadry narodowej. - Gospodarze nie ustrzegli się kilku błędów w obronie. Na szczęście nie przyniosły one poważniejszych konsekwencji. Teraz Budowlani powinni "siąść" na rywalach i systematycznie podwyższać wynik.

W pierwszym kwadransie drugiej odsłony - mimo wysiłków lublinian nie udało się zmienić rezultatu. Dopiero w 56. min - po pięknym rajdzie piłkę przyłożył Marcin Tatara, a podwyższył Wojciech Piotrowicz. Po kilku minutach pięć punktów zdobył Wojciech Król, a dwa dołożył Piotrowicz i gospodarze prowadzili już różnicą 25 punktów. Wynik spotkania na 37:7 ustalił po pięknej kombinacyjnej akcji Marcin Dzioch. - Trzeba się cieszyć, że Budowlani są o jedno miejsce wyżej niż w poprzednim sezonie, mimo dużych strat kadrowych - podkreślił Maciej Powała-Niedźwiecki. - Uważam, że ta lokata jest adekwatna do możliwości tej drużyny. Wprawdzie jesień w jej wykonaniu była słaba, ale wiosną udowodniła, że jest solidnym zespołem środka tabeli.

Podobnego zdania był Piotr Choduń, drugi trener lublinian. - Mecz mógł się podobać, choć trochę błędów było. Od początku przeważaliśmy i pewnie wygraliśmy mecz o piąte miejsce - podsumował. - Można powiedzieć, że realny plan, który sobie założyliśmy, został wykonany.

Budowlani 37 (18)

Posnania 7 (7)

Budowlani: Kędra, (41. Filipczak), Pietrkiewicz (57. Berestek), Zając, Król 5, Wiecaszek (6. Ziemak), Wołoszyn 5, Stanisław Niedźwiecki 5, Jakub Jasiński, Jakub Bobruk (70. Adam Bobruk), Piotrowicz 7, Tatara 5, Węzka (63. Dzioch 5), Ćwieka, (52. Maksim), Skałecki, Czasowski 5.

Posnania: Wyrwas, Lasik, Sawicki, Stengret, Kubaj, Szczepański, Jatra, Ziółkowski, Trybus 2, Godula 5, Czarnecki, Wrona, Bakowski, Bandurski, Sobański.