Fucking Polak już nie ma nic do gejów. Powrót po przeszczepie

Skazany za grożenie żonie śmiercią musiał nosić na kostce elektroniczną obrożę. ?Nienawidzę gejów? - pisał w autobiografii. Teraz złagodniał. - Każdy ma prawo do szczęścia - mówi. Arkadiusz Onyszko właśnie został trenerem najlepszych młodych polskich bramkarzy
Wklepujemy w Google "Arkadiusz Onyszko".

Wyszukiwarka podpowiada: "Arkadiusz Onyszko warunkowo zwolniony z aresztu". Tak naprawdę to nie siedział za kratkami. Duński sąd zgodził się zamienić mu karę miesiąca więzienia na noszenie elektronicznej obroży na nodze. Mógł normalnie trenować.

Był wtedy bramkarzem, jednym z najlepszych, jacy kiedykolwiek grali w duńskiej lidze piłkarskiej.

Nerka się znalazła, a on w szoku

- 5 stycznia ok. godz. 22.30 dzwoni mój telefon. Nie chciałem rozmawiać. Ale dziewczyna powiedziała, żebym odebrał, bo to może być ktoś ze szpitala. Numer kierunkowy rozmówcy był warszawski i tym się zasugerowała - opowiada Onyszko. Dzwonił jego lekarz ze stacji dializ szpitala im. Dzieciątka Jezus w Warszawie. - Mówi: jest dla pana nerka. W Szczecinie. Trzeba jechać. A ja, jak to usłyszałem, dostałem szoku. Nie wiedziałem, jechać czy nie jechać

W 2010 r. bramkarzowi, który właśnie od nowa podbił polską ekstraklasę, wysiadły nerki. Choroba rozwijała się wcześniej, napisał nawet o niej w swojej autobiografii wydanej w Danii. Ale gdy podpisał kontrakt z Polonią Warszawa, okazało się, że jego nerki są niewydolne. Klub, który chciał walczyć o mistrzostwo Polski, oskarżył go o oszustwo - rzekomo podpisał umowę, choć wiedział, że nie może grać. Onyszko twierdzi, że niczego nie ukrywał.

Zaczęła się szpitalna udręka - dwa i pół roku dializ w warszawskim szpitalu. - Poznałem ludzi, którzy dializują się od 20 lat. Nie mogli mieć operacji, bo mieli za słaby organizm. 20 lat nie sikali! Mnie się jakoś udawało. Głównie w dzień - wspomina.

Lekarze pocieszali Onyszkę, że do normalnego życia nie potrzebuje dwóch nerek, wystarczy jedna. Swoją najpierw chciał mu oddać ojciec, a potem brat. - Przebadali ich i okazało się, że nie mogą. Mam rzadką grupę krwi B rh+.

Onyszko czekał, tak jak wielu pacjentów z chorymi nerkami. Jesienią zaczął nawet pracować w Motorze Lublin.

Finansowy haczyk

Jego rodzice nadal mieszkają w Lublinie przy ul. Pogodnej, w sercu Bronowic. Bramkarz wychował się pośród tych bloków. Na dyskoteki chodził do świetlicy przy Łabędziej. Jako dzieciak zaczął uczyć się piłki w Lubliniance. Miał talent do bronienia i szybko wypłynął na szerokie wody. Wziął go Zawisza Bydgoszcz, a Janusz Wójcik zabrał na igrzyska do Barcelony. Polacy byli sensacją piłkarskiego turnieju olimpijskiego i przegrali dopiero w finale z drużyną gospodarzy.

Onyszko był rezerwowym, nie zagrał w żadnym meczu, ale z Hiszpanii przywiózł srebrny medal. Potem, jak każdy piłkarz reprezentacji olimpijskiej dostał złotego poloneza z warszawskiej FSO. W 1997 r. trafił do Widzewa Łódź. Wtedy to była marka w polskiej piłce. Liga Mistrzów, tytuły mistrza Polski zdobyte po epickich meczach z Legią Warszawa. Onyszko zastąpił Macieja Szczęsnego, który zawiesił karierę z powodu kontuzji.

W Widzewie było jednak coraz gorzej z pieniędzmi. Wśród piłkarzy krążyła nawet anegdota: "Nikt ci tyle nie zapłaci, ile Widzew obieca". Onyszko połknął finansowy łódzki haczyk, ale po roku przejrzał na oczy. Szybko znalazł nowego pracodawcę. Pomógł mu Ryszard Kowenicki, były piłkarz Widzewa Łódź, który mieszkał w Wyborgu na Jutlandii w Danii. W tamtejszym klubie zapytali Kowenickiego, czy nie zna jakiegoś dobrego bramkarza. Polecił Onyszkę. Tak bramkarz z Lublina trafił na 11 lat do Danii.

Fucking Polak się sprzedaje

- To był bestseller w 2009 r., najlepszy prezent pod choinkę w Danii. Sprzedało się 25 tys. egzemplarzy - mówi Onyszko o swojej autobiografii pt. "Fucking Polak". Książka nie sprzedawałaby się tak dobrze, gdyby bramkarz nie postanowił przejechać się po wszystkim, co choć trochę odbiega od jego poglądów.

Oto próbka jego literackiej twórczości (za "Dużym Formatem\\\\\\\\' z 5 sierpnia 2010 r.):

* O mentalności Duńczyków: "Dostałem czek na 5 tys. koron duńskich i kubek do parzenia kawy. W pierwszej chwili myślałem, że jaja sobie robią. Albo że ten kubek jest ze złota. Jak można najlepszego bramkarza w Danii obdarować pieprzonym kubkiem?"

* O niechęci do Polaków: "Gdy chodzi o Polaków, Duńczycy dzielą się na dwa obozy. Jedni uważają, że Polacy to cygański naród, który kradnie i żebrze. Drudzy zaś, że jesteśmy pracowici i zdolni. Wielu Duńczyków boli dupa, że polscy fachowcy przyjeżdżają i zabierają im pracę. Ale przecież oni nie chodzą od drzwi do drzwi i nie proszą o robotę. To sami Duńczycy wolą polskich zamiast duńskich robotników. Są szybsi, tańsi i lepiej znają się na robocie niż ich duńscy koledzy.

* O homoseksualistach: "Nienawidzę gejów. To są fucking klamt. Niedobrze się człowiekowi robi, jak ich słucha. Zachowują się jak dziewczyny. Nie przysiądę się do towarzystwa, w którym są geje. Żeby patrzeć, jak się całują? Nigdy nie spotkałem geja na boisku, choć mówi się, że statystycznie jeden albo dwóch zawodników w drużynie to geje".

* O dziennikarkach sportowych: "Jednego nie mogłem zrozumieć - dlaczego wśród dziennikarzy sportowych jest tak wiele kobiet? Z pewnością lepiej się prezentują w telewizji. Ale reszta to nieporozumienie. To tak jakby mnie posadzili w studiu i kazali komentować mecz piłki ręcznej - jak powinni grać albo jaką taktykę zastosować. To samo z kobietami. Nigdy nie grały w futbol. Dlaczego więc, do cholery, mają o tym rozmawiać? ( ) Kiedy krytykuje mnie prawdziwy ekspert piłkarski - jak Michael Laudrup dla przykładu - mogę się z tym zgodzić. Ale nie mogę na poważnie brać słów jakiejś głupiej blondynki".

* O kłótni z żoną, co zaprowadziło go pod sąd: "Wyrwałem jej nóż, chwyciłem za nadgarstek i wciągnąłem do łazienki. Nie chciałem, żeby dzieci widziały, co się dzieje. ( ) Nagle Anna zaczęła krzyczeć, że pójdzie na policję. »W porządku « - powiedziałem. »Zrób to «. Trzasnąłem drzwiami, wsiadłem do mojego audi i odjechałem".

Żona oskarżyła go o próbę zabójstwa, a sąd przyznał jej rację. Za tę sprawę wyrzucili go z klubu Odense. Za książkę wyrzucił go klub Midtjylland. Dziś Onyszko nie chce rozmawiać o byłej żonie i życiu prywatnym.

Każdy ma prawo do szczęścia

W Trzech Króli był już po przeszczepie. - Wiem tylko, że dostałem nerkę od kobiety. Nic więcej nie chcieli mi powiedzieć - mówi Onyszko. W szpitalu w Szczecinie leżał miesiąc po operacji. We wtorek był na pierwszej, po wypisie, kontroli.

- Sprawdzali, jak nerka pracuje, jak działają na mnie leki. Do końca życia będę brał sterydy wspomagające i leki zapobiegające odrzutowi przeszczepu. Czuję się rewelacyjnie, sikam po pięć, sześć litrów dziennie - opowiada.

Pytamy o niektóre fragmenty z "Fucking Polak". - Poglądy mi się zmieniły - zapewnia.

Teraz o gejach mówi inaczej. - Jak ktoś kogoś kocha, to niech go kocha. Każdy ma prawo do szczęścia - przyznaje Onyszko. Ale od razu zastrzega, że na adopcję dzieci przez homoseksualistów nadal się nie zgadza.

O skąpych Duńczykach, blondynkach i innych mocnych fragmentach z "Fucking Polak" nie chce już mówić. - Byłem wtedy chory. I ta choroba też miała na mnie wpływ - stara się usprawiedliwiać.

W poniedziałek był w Lublinie. Wrócił do pracy w Motorze. Współwłaścicielem klubu jest Jacek Bąk, kolega Onyszki z boiska, a trenerem Piotr Świerczewski, który razem z Onyszką był w srebrnej drużynie z Barcelony. - Pierwszy dzień w pracy: poszedłem na bieżnię, potem trening z bramkarzami i siłownia. Koledzy przyjęli mnie bardzo dobrze. Wcześniej pisali SMS-y, jak leżałem w szpitalu - mówi.

Telefon od trenera

Historia zatacza koło. Jako 18-letni chłopak Onyszko odbierał srebrny medal za wicemistrzostwo olimpijskie. Dwa tygodnie po przeszczepie nerki, gdy jeszcze leżał w szpitalu, zadzwonił do niego Marcin Sasal, trener reprezentacji Polski do lat 18. Zaproponował mu, by trenował najlepszych polskich młodych bramkarzy.

Zgodził się. - Moje obowiązki w Motorze nie ucierpią - zapewnia. - Zgrupowania reprezentacji nie są tak często. I tak żyję teraz w szybkim tempie. Jeżdżę cały czas między Szczecinem, Warszawą i Lublinem.